Król Artur: Legenda miecza [2017 PL] Lokalizacja: Akcja, Sci-Fi, Filmy. Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi. Musisz się zalogowa KRÓL ARTUR: LEGENDA MIECZA - Polski zwiastun 1080p. 02:28. Król Artur Legenda miecza zwiastun pl. 10:56. Król Artur: Legenda Miecza - recenzja filmu (kino-masakra) 1080p. 02:11. -0966-#safirot Król Artur: Legenda Miecza - King Arthur: Legend of the Sword Zwiastun - IMDb 6. 7/10 Dramat / Przygodowy / Akcja 720p. 1. King Arthur. Opis filmu. Akcja filmu dzieje się w V wieku naszej ery, w czasach kiedy nadchodzi kres zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego. Siedmiu zasłużonych rycerzy Okrągłego Stołu wraca z trudnej 15-letniej misji po obiecaną wolność. Niestety, dostają kolejne, ale ostatnie już zadanie. Polska strona torrentowa, pliki torrent, najnowsze torrenty. Król Artur: Legenda miecza / King Arthur: Legend of the Sword (2017) [720p] [WEB-DL] [x264] [Lektor PL] . TVN w piątek wieczorem pokaże film "Król Artur: Legenda miecza" w reżyserii Guya Ritchiego. W rolach głównych w amerykańskiej produkcji wystąpili m. in. Charlie Hunnam i Jude Law. Co ciekawe, w filmie można zobaczyć również Kamila Lemieszewskiego, uczestnika drugiej edycji "Big Brothera" w TVN7. „Król Artur: Legenda miecza” w piątek w TVN W piątek 25 października o godzinie telewizja TVN pokaże film „Król Artur: Legenda miecza”. To jedno z dzieł Guya Ritchiego, brytyjskiego reżysera odpowiedzialnego również za takie produkcje jak „Porachunki”, „Przekręt”, „Sherlock Holmes” czy „Aladyn”. „Król Artur: Legenda miecza” to film przygodowy z 2017 roku z m. in. Charlie Hunnamem i Jude Lawem w rolach głównych, który zebrał wiele pozytywnych recenzji. Opis filmu „Król Artur: Legenda miecza” Odważna historia sprytnego młodzieńca Artura, który większość czasu spędza w zaułkach Londonium wraz ze swoją ferajną, nieświadomy losu, jaki jest mu pisany. Wszystko zmienia się jednak, gdy dostaje w swoje ręce miecz Excalibur – a wraz z nim przyszłość. Porażony mocą Excalibura Artur staje przed trudnym wyborem. Dołącza do buntowników z Ruchu oporu i podąża za tajemniczą młodą Ginewrą. Uczy się władać mieczem, aby zmierzyć się ze swoimi demonami i zjednoczyć lud w walce z tyranem Vortigernem, który ukradł należną mu koronę i zamordował jego rodziców, po czym ogłosił się królem. (opis dystrybutora) Kamil Lemieszewski z „Big Brothera” w filmie Guya Ritchiego Co ciekawe, w filmie „Król Artur: Legenda miecza” jedną z ról zagrał polski aktor Kamil Lemieszewski. 36-latek z Łodzi jest obecnie uczestnikiem drugiej edycji „Big Brothera” w TVN7. Lemieszewski ma na swoim koncie wiele mniejszych ról w zagranicznych produkcjach. Wystąpił również w „Aladynie” Guya Ritchiego. W produkcji „Król Artur: Legenda miecza” zagrał Merlina. Tę rolę Lemieszewski uważa za jedną ze swoich najważniejszych. Nowy film Guya Ritchiego wzbudził spore kontrowersje, większość krytyków okrzyknęła tę produkcję najgorszym obrazem roku, niewartym ludzkiego czasu. Oberwało się reżyserowi, aktorom i scenarzystom. Do tego nie pozostawiono suchej nitki na krótkim występie Davida Beckhama. Ilość negatywnych opinii o produkcji przytłaczała, nic więc dziwnego, że niektórzy widzowie zaczęli się zastanawiać, jak zły jest to projekt. Nasi redaktorzy postanowili przekonać się o tym na własnych skórach, wybrali się na pokazy przedpremierowe Króla Artura: Legendy miecza i obejrzeli ten „najgorszy film roku”. Czy był rzeczywiście tak zły, jak go malowali krytycy? Przeczytajcie. Katriona: Król Artur: Legenda miecza to specyficzny film. Jeżeli znajcie dotychczasowy dorobek Guya, wiecie, czego możecie się spodziewać po jego nowym tworze – mnóstwa efektów specjalnych, slow motion, przerysowań i wyostrzeń. Wizualnie to niezwykle dopracowany i mroczno-przepiękny obraz, z zapierającymi dech w piersiach scenami. Mamy kilka naprawdę dobrych momentów, zwłaszcza tych, gdzie pojawia się starcie bohaterów z ich przeciwnikami, a dwie godziny, tyle bowiem trwa Król Artur, mijają niezwykle szybko. Guy nie zrezygnował oczywiście z okraszenia produkcji szczyptą humoru, choć po prawdzie „szczypta” nie oddaje ilości zabawnych gagów i dialogów pojawiających się w filmie. Nie da się ukryć, że Ritchie doskonale wiedział, jak podkomizować swój nowy film, dodać do niego humorystyczne sytuacje i postaci, w końcu komizm stanowi jego modus operandi. Bo właśnie o to chodzi w tym obrazie – o przedstawienie swojej wizji znanej legendy. Wprawdzie momentami rozwiązania wydają się nierealne i widać logiczne błędy czy nieścisłości, zwłaszcza historycznie, jednak Król Artur z założenia miał być produkcją rozrywkową. I taką właśnie jest. Mnóstwo akcji, scen potyczek, mamy także motyw poszukiwania przez protagonistę własnej drogi. Może i przekoloryzowano, momentami przekombinowano, ale w ogólnym rozrachunku Legenda miecza wcale nie jest taka zła. Dobrze się na niej bawiłam. Po produkcjach Guya nie oczekuję głębi czy filozoficznych przesłanek, tylko kawałka pełnej humoru i efekciarskiej produkcji. I coś takiego otrzymałam. Do tego warto nadmienić, że ścieżka dźwiękowa obrazu to prawdziwa uczta dla ucha. Klimatyczna, uderzająca w odpowiednie struny i pasująca do arturiańskich czasów. Ocena 4/6 Szewczu: Do wybrania się na przedpremierowy seans w kinie namówiła mnie redakcyjna koleżanka, Katriona. Pomyślałem: czemu nie. Zrobiłem szybki przegląd zagranicznych ocen w internecie – krytycy ocenili film bardzo słabo, lecz sami użytkownicy portalu IMDb wywindowali obraz do oceny Stwierdziłem, że owi „znawcy”, jak zwykle, pomylili się i poszedłem na film z pewną nadzieją, szczególnie, że wcześniej sprzeczałem się z wspomnianą koleżanką na temat gry aktorskiej Charliego Hunnama. Pierwszym, co mi się spodobało i przypadło bardzo do gustu, to muzyka. Świetna! Rytmiczna, budująca napięcie towarzyszące widzowi prawie przez cały seans. Nie wiem, co mieli na myśli ludzie piszący, że film jest nudny, ale uwierzcie mi – mylili się. Film jest przesiąknięty akcją przedstawioną w bardzo fajny sposób. Ujęcia, slow motion, a do tego ta wspaniała muzyka tworzą bardzo fajne widowisko, nie wybitne, ale BARDZO FAJNE. W produkcji uświadczymy sporo zabawnych momentów. Nie jest to jakiś absurdalny czy głupi humor, lecz taki lekki i zwinnie wpleciony w całość. Sceneria filmu prezentuje się bardzo ładnie. Świetnie udało się ludziom od efektów przedstawić średniowieczny Londyn (Londinium), jego obrzeża i wioski. Jedno, do czego czasami mógłbym się przyczepić, to wygląd niektórych strojów, w których latał sam Artur – często przypominały mi nowoczesne ubrania sprzedawane w jakiejś sieciówce. Wracając do efektów wizualnych, wszelakie monstra, gigantyczne zwierzęta i magia prezentuje się bardzo fajnie. Podobała mi się scena, w której to Vortigern (Jude Law) posiadł możliwość władania ogniem – pomyślałem wtedy, że tak mogłaby się ta umiejętność prezentować u serialowej Triss Merigold z Wiedźmina. Co do samej gry aktorskiej, jest dobrze, nie mam jakichś większych zastrzeżeń. Najlepiej w całym filmie według mnie wypadł Jude Law i jego prezencja rozpaczy. Świetne. Nawet Davidowi Beckhamowi jakoś się udało dosyć fajnie zagrać swoją krótką scenkę. No i na koniec jeszcze raz – muzyka, MUZYKA! Lecę kupić płytkę z soundtrackiem. Ocena 4/6 Radosiewka: Król Artur: Legenda miecza to jeden z tych filmów, na które specjalnie nikt nie czekał, a jednak pojawił się w kinach i… jak na razie ich nie podbił, stając się jedną z największych klap finansowych 2017 roku. Wiedząc, jak wiele problemów produkcyjnych musiał przezwyciężyć Guy Ritchie szłam na ten film z dużymi obawami. O dziwo – nie było aż tak źle. Co prawda podczas oglądania ani razu się nie zaśmiałam, ale oglądało się to nawet przyjemnie, głównie dzięki świetnej roli Jude Law wcielającego się w głównego złego – Vortigerna. Szkoda, że utalentowany Charlie Hunnam w roli Artura wypada tak bezbarwnie. Przez cały film nie byłam w stanie zainteresować się jego postacią na tyle, żeby kibicować mu w pojedynku z Vortigernem. Generalnie film nie wzbudza w widzu żadnych emocji, ale z zalet tego przeciętnego obrazu można wymienić ładne walijskie i szkockie krajobrazy. No i bardzo fajnie pokazane Londinium z elementami architektury Rzymian, którzy podbili kiedyś również część Wielkiej Brytanii. Król Artur: Legenda miecza to film jakich wiele, ale jeśli lubicie legendy arturiańskie i szukacie tytułu w rycerskich klimatach – może to być wasz wybór. Ocena: 3/6 Jak widać, nasi redaktorzy nie uważają tej produkcji za tak złą jak amerykańscy krytycy. Ma swoje gorsze i lepsze momenty, ścieżka dźwiękowa i zdjęcia okazały się najmocniejszą stroną obrazu. Do tego rewelacyjna rola Jude’a Law, który doskonale odnalazł się w roli przesiąkniętego złem i zdeprawowanego antagonisty. Czy warto więc wybrać się na nowego Króla Artura d kina? O dziwo tak. Już pierwsze kadry “Króla Artura: Legenda miecza”, epicki atak jadącej na gigantycznych słoniach armii czarownika Mordreda na twierdzę Camelot, nie pozostawiają złudzeń. Gdy Guy Ritchie bierze się za legendę, to legenda idzie na kompromis. W swej interpretacji mitu Ritchie postanowił połączyć dwa aktualnie najbardziej intratne gatunki, fantasy w stylu “Gry o tron” (z której pożyczył też paru aktorów) z opowieścią o superbohaterze a la Marvel, ale by nie wychylać się za daleko poza znajome terytorium, zasiedlił powstały świat angielskimi cwaniaczkami, których z taką czułością portretował w “Przekręcie” czy “Rocknrolla”. W fabule z mitu ostał się właściwie tylko miecz i Artur. Po uwerturze w postaci wspomnianej bitwy, żądny władzy, sprzymierzony z ciemnymi mocami Vortigern (Jude Law) morduje swojego brata, króla Uthera (Eric Bana) i jego żonę, a z życiem udaje się ujść jedynie młodziutkiemu synowi króla Arturowi (Charlie Hunnam). W łódce niesionej siłą nurtu spływa on z Camelot aż do portowego Londinium. Przygarnięty przez prostytutki, wychowuje się w burdelu, lata na ulicy hartują go i wyrasta na lidera lokalnej bandy rzezimieszków (i tak miękko lądujemy w świecie filmów Ritchiego), gdy oto wody wokół Camelot opadają i ukazuje się wbity w skałę Excalibur… Nie da się ukryć, że właśnie scenariusz jest największym problemem filmu. Postacie (może poza Vortigernem, którego żądza władzy zmusza do trudnych decyzji) są płaskie jak kartka papieru, nie ewoluują ani o jotę i są jedynie wehikułami pchającymi akcję do przodu. Fabuła to jakby “kopiuj-wklej” przepisu na grę komputerową, z następującymi po sobie misjami w różnych lokalizacjach o schemacie: dojdź do punktu, pokonaj bossa, zyskaj trochę punktów doświadczenia przed kolejną misją. Dialogi, choć dowcipne w stylu klasycznego Ritchiego (na początku filmu miałem ostry dysonans poznawczy, co Hunnam wypowiedział kwestię, ja szukałem na ekranie Jasona Stathama), służą jedynie zarysowaniu kontekstu do mającej nastąpić kolejnej sceny akcji. Co zatem sprawia, że tę do bólu przewidywalną historię, o głębokości emocjonalnie wyschniętej kałuży ogląda się całkiem przyjemnie? Akcja, akcja, akcja. Tempo opowieści jest zawrotne i przywodzi na myśl “Adrenalinę” ze wspomnianym już Stathamem, a reżyser używa wszystkich swoich firmowych sztuczek montażowych, by fabułę jeszcze zagęszczać. Tu nie ma miejsca na chwilę oddechu, na zbędne wątki (próżno w tym “Królu Arturze” szukać np. romansu), na chwilę refleksji widza, czy to co ogląda ma jakikolwiek sens. Wizualnie jest oszałamiająco, piękne krajobrazy, dopracowane dekoracje i CGI, na które nie szczędzono imponującego budżetu (175 milionów dolarów). Skojarzenie z grą komputerową (ale w tym wypadku na plus) na pewno podsycała u mnie również choreografia walk, za którą odpowiadali ci sami ludzie co w naszym eksportowym produkcie “Wiedźmin: Dziki gon” - “Prime Fury Stunt Team”. Podsumowując, “Król Artura: Legenda miecza” to czysty eskapizm. Jeśli masz ochotę na coś nie zmuszającego do myślenia, lubisz dynamiczną rozwałkę, fantasy i wczesnego Guya Ritchiego (ja lubię, stąd dość wysoka ocena), to będziesz się dobrze bawić. Jeśli nie, ten istny galimatias gatunków może się okazać mocno niestrawny. Program TV Stacje Magazyn Ocena film przygodowy USA 2017, 15 min "Król Artur: Legenda miecza" to kolejna wariacja na temat przygód słynnego celtyckiego wodza. Tym razem za kamerą stanął sam Guy Ritchie ("Przekręt", "Porachunki"), który postanowił unowocześnić klasyczną historię i odcisnąć na niej piętno swojego niepowtarzalnego stylu. Mimo że potraktował on legendę dość swobodnie, w filmie pojawiają się wszystkie kluczowe jej elementy i postacie. "Król Artur: Legenda miecza" może jednak zaskoczyć fanów fantasy sposobem opowiadania powieści - dynamiką, chwilami teledyskowym wręcz montażem czy muzyką. W rolach głównych występują Charlie Hunnam - znany widzom na całym świecie z serialu "Synowie Anarchii" - oraz takie gwiazdy kina, jak: Jude Law, Eric Bana, Djimon Hounsou. Akcja opowieści "Król Artur: Legenda miecza" rozpoczyna się w Londynie. Tam mieszka wychowany na ulicy Artur, który spędza czas na włóczeniu się z kolegami. Pewnego dnia Artur znajduje niezwykły miecz - Excalibur. Przez cenną broń trafia do więzienia, gdzie składa mu wizytę król Vortigern. Oznajmia on zdumionemu młodzieńcowi, że jest on jego bratankiem i synem prawowitego króla Uthera. W obawie przed zemstą Vortigern skazuje Artura na śmierć. Jednak przed egzekucją królewskiemu więźniowi udaje się zbiec i dołączyć do rebeliantów. Guy Ritchie Charlie Hunnam (Arthur), Jude Law (Vortigern), Djimon Hounsou (Bedivere), Eric Bana (Uther), Astrid Berges-Frisbey (The Mage), Aidan Gillen (Bill), Freddie Fox (Rubio), Craig McGinlay (Percival), Tom Wu (George), Kingsley Ben-Adir (Wet Stick) Brak powtórek w najbliższym czasie Co myślisz o tym artykule? Skomentuj! Komentujcie na Facebooku i Twitterze. Wasze zdanie jest dla nas bardzo ważne, dlatego czekamy również na Wasze listy. Już wiele razy nas zainspirowały. Najciekawsze zamieścimy w serwisie. Znajdziecie je tutaj.

król artur legenda miecza ekino tv